Kategoria: Anglia 1945 - 46

Anglia 1945-46

13 maja 1945 r. zameldowałem się w Oddziale IV Sztabu w Londynie.

Po trzech miesiącach poprosiłem generała Bora o zwolnienie mnie z funkcji adiutanta. Nasza wspólna powstańcza droga skończyła się 5 maja pod Wörl, gdyśmy minęli amerykański czołg. Teraz zaczynał się nowy rozdział. Generał wizytował Polskie Siły Zbrojne i przygotowywał się do podróży do Stanów Zjednoczonych, gdzie miał odwiedzić ośrodki polonijne. O mojej decyzji powrotu do Warszawy wiedział i rozumiał ją. Życzył mi powodzenia. Żal mi go było, że nie mógł jak ja do Warszawy powrócić.

Polacy na Wyspie stanęli wobec pełnej goryczy i zawodu konieczności demobilizacji. Władze brytyjskie zachęcały do repatriacji. Tych żołnierzy polskich na Zachodzie, uwolnionych z obozów jenieckich żołnierzy września 1939 roku oraz AK, którzy nie decydowali się wracać zaraz do kraju, czekało przekształcenie Polskich Sił Zbrojnych w Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia.

Przygotowywałem się do powrotu. Chciałem być jak najbardziej przydatny przy odbudowie Warszawy, więc zapisałem się na roczne studium urbanistyczne na Uniwersytecie w Liverpool. Był tam najstarszy wydział urbanistyki w Anglii, a chyba i jeden z najstarszych na świecie, na którym wykładali między innymi tacy urbaniści, jak Abercoombie i Holford.

W grudniu opublikowałem w londyńskich „Wiadomościach” krótkie opowiadanie pt. Pomidory na Żoliborzu o naszym przejściu ze Starówki, potem jeszcze dwa: W kanałach Warszawy o pierwszym przejściu kanałami z Żoliborza do Starego Miasta i Ludzie z lasu o natarciach na Dworzec Gdański. Chciałem na gorąco utrwalić wspomnienia. Na ich dokończenie potrzebowałem trzydziestu lat.

Z listów od matki, siostry i „Krystyny” – Hanki mogłem sobie wyobrazić, jak niełatwo jest ludziom żyć w zrujnowanej Warszawie, tej pierwszej, mroźnej powojennej zimy.
Matka i siostra wróciły z Magdą na Mokotowską. „Magda jeździ w stołowym pokoju na łyżwach – pisała siostra z uszkodzonego bombą mieszkania – sprzedałam obrączki moją i babci, mój brylant, antyki po ojcu.”

Piekły ciastka na sprzedaż. Siostra pracowała jako lekarz. Pierwsze buty kupiła Magdzie za zastrzyki dożylne, które robiła szewcowi na Pradze. „Krystyna” – Hanka zdała maturę, potem egzamin konkursowy na Politechnikę w Łodzi.

Nie pisała o trudnościach i dopiero po przyjeździe do Warszawy dowiedziałem się, że studiując, sypiała na zestawionych krzesłach w nie opalanym pokoju, a głodową dietą doprowadziła się do skrajnego wyczerpania i choroby serca. Ciuchy z paczki, którą jej przysłałem – choć bardzo by jej się przydały – sprzedawała za grosze, żeby mieć co jeść.

Nie wiedziałem, jak dam sobie radę w Warszawie po powrocie.

„Boję się – pisałem w jednym z listów do matki – że mój powrót nie zmniejszy Waszych kłopotów, ale sprowadzi Wam jeszcze jedną kulawą kaczkę.”

W kwietniu 1946 roku spotkałem w Londynie kolegę-architekta Stanisława Dziewulskiego, który wraz z kilku urbanistami warszawskimi przyjechał na konferencję do Hastings. Opowiadał mi o pracy w Biurze Odbudowy Stolicy. Napisałem do Warszawy z prośbą o formalne zapotrzebowanie dla mnie do pracy w BOŚ. Przychylna odpowiedź, którą wkrótce otrzymałem, pomogła mi w załatwieniu formalności wyjazdowych z Anglii.

3 lipca 1946 uzyskałem dyplom ukończenia studium urbanistycznego „Civic Design” Uniwersytetu w Liverpool. W sierpniu zgłosiłem się na wyjazd do kraju. Przed wyjazdem z Londynu do obozu przejściowego zwróciłem się do szefa VI Oddziału Sztabu z prośbą o wyasygnowanie mi odpowiedniej sumy na zakup książek architektonicznych i urbanistycznych, które chciałem zabrać ze sobą. Myślę, że 42 książki, które zakupiłem za uzyskane pieniądze i przekazałem do Biblioteki Wydziału Architektury, oraz 70 książek dla Publicznej Biblioteki Technicznej, przydały się w Warszawie. Album pt. Numeri di Vitruvio wręczyłem osobiście profesorowi Lechowi Niemojewskiemu.

 

8 września przybiliśmy do nabrzeża wypalonego portu w Gdańsku. Wśród nielicznych oczekujących rozpoznałem z daleka „Krystynę” – Hankę. Ona nie mogła mnie odnaleźć wśród tysiąca jednakowych battledressów i granatowych beretów tłoczących się na pokładzie wzdłuż balustrady.

Zgłosiłem się do placówki Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, gdzie tak jak każdy z przybyłych złożyłem na piśmie „przebieg służby wojskowej od 1939 do 1945 roku”. W trakcie uzupełniającej rozmowy na pytanie, jakie kursy szkoleniowe ukończyłem w Anglii przed skokiem do Polski, odpowiedziałem: Kurs Doskonalący Administracji Wojskowej. Nie wzbudziło to zainteresowania mego rozmówcy.

Dostałem zaświadczenie Nr 780163 stwierdzające, że w dniu 9 września 1946 roku zarejestrowałem się w Punkcie Przyjęcia w Gdańsku-Porcie, że mam „pierwszeństwo i prawo jednorazowego bezpłatnego przejazdu wszelkimi środkami lokomocji do Warszawy”, prowiant i zapomogę w wysokości 100 zł.

Do Warszawy pojechaliśmy pociągiem razem z „Krystyną” – Hanką. Ślub nasz odbył się 1 października 1946 roku w kościele na Saskiej Kępie.

15 września 1946 roku zgłosiłem się w Biurze Odbudowy Stolicy (BOS), gdzie zostałem zatrudniony w Pracowni Planu Ogólnego.

Zaświadczenie o rejestracji

Książeczka uposażenia oficera

Powyższy tekst jest skrótem fragmentów książki „Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie”.

Komentarze

comments

wróć na początek